Rośliny naczyniowe

Niemcowa w zimowej szacie

Beskid Sądecki - 16 grudnia 2018

W ubiegły weekend nie można było raczej liczyć na śnieg. Gdyby chociaż jeszcze było słonecznie… Zrażona nieciekawą pogodą zostałam w domu.

Toteż w tym tygodniu „żądna” byłam koniecznie gdzieś się wybrać. Zwłaszcza, że trochę posypało i w górach na pewno musi być biało. Podjęłam decyzję, że nawet jak będzie pochmurno, to i tak gdzieś pojadę.

Nie miałam żadnego pomysłu na wycieczkę i nie miał kto ze mną pojechać. W końcu Marek nabrał ochoty i pojechaliśmy razem. Wyjechaliśmy dość późno, na razie bez określonego planu. Zaproponowałam Niemcową z Kosarzysk.

Wyszliśmy gminnym zielonym szlakiem spod stanicy harcerskiej, a później żółtym szlakiem doszliśmy na Niemcową. Początkowo było pochmurnie, ale w miarę upływu dnia, tak jak mówiły prognozy pogody, zaczęło się rozjaśniać. Jak wyszliśmy z lasu, to było już pięknie.

Część szlaku była jeszcze „nieprzechodzona”, więc musieliśmy brnąć w wysokim, ale na szczęście sypkim śniegu. Ponieważ miałam lepsze buty, to „zaszczyt” przecierania szlaku Marek scedował na mnie. To było męczące, ale na szczęście po jakimś czasie spotkaliśmy schodzącą z Niemcowej grupę turystów, tak że dalej szlak był już przetarty i było nam łatwiej.

Ciepło, bezwietrznie, mnóstwo śniegu, szadź, błękitne niebo i wspaniałe widoki – czegóż można jeszcze chcieć więcej?

Ponieważ to miała być mała wycieczka i chcieliśmy zrobić kółeczko, to zdecydowaliśmy się zejść do Chatki na Trześniowym Groniu, a stamtąd do Kosarzysk.

Ale jak schodziliśmy, to wycieczka nagle wydała się nam trochę za krótka, a poza tym musielibyśmy iść kawałek chodnikiem przez wieś… Pojawiła się ścieżka, która prowadziła w dobrym kierunku…Co prawda były na niej tylko ślady zwierząt, ale wyglądała tak zachęcająco... Poczuliśmy zew przygody i postanowiliśmy nią pójść. Doszliśmy do pozostałości po dawnym gospodarstwie. Ścieżka szła dalej do góry. W związku z tym Marek znalazł sarnią, dość ekstremalną ścieżynkę, którą udało się nam dojść do leśnej drogi. Mocno stromej i bardzo śliskiej, ale szła we właściwym kierunku i doprowadziła nas do zielonego rowerowego szlaku, którym zeszliśmy prosto na parking, na którym zostawiliśmy samochód.

A w drodze powrotnej mogliśmy jeszcze obserwować wspaniały zachód słońca. Było pięknie!