Rośliny naczyniowe

Błyszcz i Bystra

Tatry Zachodnie - 7 sierpnia 2018

Po wspaniałej piątkowej wycieczce w Tatry postanowiłam iść za ciosem i namówiłam Marka, żeby wybrał się ze mną na planowaną od dwóch lat wycieczkę na Bystrą (Bystrá), najwyższy szczyt Tatr Zachodnich, wznoszący się na wysokość 2248 m n.p.m. i Błyszcz (Blyšť ) 2159 m n.p.m. We wtorek pogoda w Tatrach miała być najlepsza, więc zaplanowaliśmy naszą wyprawę właśnie na ten dzień.

Nastawiłam się, że będzie to bardzo długa i męcząca wyprawa. Pamiętałam, jak dała nam w kość wycieczka na Otargańce i Jarząbczy Wierch dwa lata temu. Myślałam, że będzie podobnie, ale postanowiłam zacisnąć zęby i być dzielną. Przecież musiałam zdobyć te dwa szczyty.

Droga do Prybyliny, skąd zamierzaliśmy wyruszyć, ciągnęła się w nieskończoność. Denerwowaliśmy się, czy znajdziemy miejsce do pozostawienia samochodu, bo mimo, że wyjechaliśmy wcześniej niż zwykle, to parkingi przy wyjściach na popularne szlaki były już prawie pełne. A w Prybylinie w ogóle nie ma parkingu. Ale mieliśmy szczęście, bo chociaż wszędzie były zakazy parkowania, to byliśmy pierwsi i udało się nam zaparkować z boku wjazdu na kamping.

Szliśmy kawałek Doliną Wąską (Úzka dolina), przy rozejściu się szlaków skręciliśmy na żółty szlak, prowadzący Raczkową Doliną (Račkova dolina). Szliśmy chwilę lasem, była tu prowadzona wycinka, ale dość szybko wyszliśmy na otwarty i piękny widokowo teren. Szlak piął się powoli do góry aż do Polany pod Klinem (Pod Klinom). Tu skręciliśmy na zielony szlak i Doliną Gaborową (Gáborova dolina) wspięliśmy się na Banistą Przełęcz (Bystré sedlo). Było trochę stromiej, ale nie za mocno. Marek nie planował wejścia na Błyszcz, ale ja musiałam tam wejść, więc nie pozostało mu nic innego, jak się tam ze mną wgramolić.

Wejście było bardzo strome i trzeba było uważać, bo szło się głównie po piargu. Ale los był dla nas łaskawy. Podczas naszego wchodzenia na szczyt nad Błyszczem i Bystrą  zawisła chmura i zasłoniła słońce. Wchodziło się więc o wiele przyjemniej. A okoliczne szczyty były oświetlone słońcem, więc nic nie traciliśmy na widokach.

Bałam się, że wejście na Bystrą będzie równie ciężkie. Ku mojemu zdziwieniu, był to tylko kilkuminutowy spacer granią, prawie bez żadnego podejścia. Poszło tak szybko, że trudno było uwierzyć, że to już.

Na Bystrej zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek, a potem, niespiesznie ciesząc się wspaniałymi widokami, zeszli na Pyszniańską Przełęcz (Pyšné sedlo) i zaczęli schodzić w dół Doliną Bystrą (Bystrá dolina).

Zarówno wzdłuż Rackowskiej Doliny jak i Doliny Bystrej cały czas spływały strumienie, więc można się było co jakiś czas ochłodzić krystalicznie czystą i zimną wodą. Ale w Dolinie Bystrej dodatkowym bonusem była wspaniała roślinność. Dwa tygodnie wcześniej musiał tu być rajski ogród, ale teraz też było przepięknie. I ta dolina również okazała się łagodna dla nóg, ścieżka nie była zbyt kamienista, a zejście było niezbyt strome.

Potem zeszliśmy z niebieskiego szlaku na czerwony, prowadzący Magistralą Tatrzańską (Tatranská magistrála, Turistická magistrála). Ten jej odcinek nosi nazwę „Ścieżka nad łąkami”. Roztaczają się z niej przepiękne widoki na Niżne Tatry. To przejście miało nam dać w kość, bo to kilka kilometrów, a końcówka zawsze jest najgorsza. I znowu, jak ja to mówię, „rozczarowaliśmy się pozytywnie”. Było tak pięknie, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy znaleźliśmy się z powrotem w Uzkiej Dolinie. A na dodatek zmieściliśmy się w „przewodnikowym czasie”, co ostatnio coraz rzadziej nam się zdarza.

 To była kolejna wspaniała wycieczka.