Rośliny naczyniowe

Majówka w Dolinie Środkowego Wagu II

Słowacja -  Białe Karpaty i Strażowskie Wierchy
- 29 kwietnia - 3 maja 2018

Kolejna wycieczka – przejście wąwozami: Manińskim i Kościeleckim (Manínska tiesňava, Kostolecká tiesňava). Oba wąwozy piękne, ale ponieważ przechodzi przez nie asfaltowa droga prowadząca do miejscowości za nimi, to ciągle mijające nas samochody psuły przyjemność spaceru. Część turystów, zamiast przechodzić, także tamtędy tylko przejeżdża. W Manínskiej tiesňavie podeszliśmy dodatkowo pod symboliczny cmentarz, na którym są tablice poświęcone ludziom, którzy zginęli wspinając się po skałkach. Rósł tam tojad morawski, ale niestety, jeszcze nie kwitnął. Zajrzeliśmy także do Jaskini Czarnoksiężnika (Jaskyňa pod Černokňažnikom).

Potem zielonym szlakiem, trochę błądząc, bo szlak był źle oznaczony, doszliśmy na przełęczy pod Wielkim Maninem (Veľký Manín)  do szlaku żółtego, którym doszliśmy na szczyt Severaka (780 m n.p.m.). Po drodze odbiliśmy do Vápencovej jaskyňi.

A później stromymi serpentynami zeszliśmy do samochodu, pozostawionego przy wejściu do Manínskiej tiesňavy. Był stamtąd piękny widok na Považské Podhradie i okoliczne góry. Zrobiliśmy 15-km kółeczko. 

Po zejściu podjechaliśmy do Považskégo Podhradia po drugiej stronie Wagu, gdzie obejrzeliśmy (z zewnątrz) pięknie odrestaurowany XVII-wieczny kasztel i wdrapaliśmy się na ruiny zamku z końca XIII w.( Považský hrad), który powstał tu, aby chronić te tereny przed najazdami Tatarów. Pod zamkiem rósł niesamowity, leciwy klon polny. Jeszcze nigdy nie widziałam tak starego i wielkiego.

Następny dzień Marek przeznaczył na zwiedzanie zamków. W planie mieliśmy dwa zamki: w Trenczynie i Beckovie.

W drodze do Trenczyna zatrzymaliśmy się przy klasztorze Skalka nad Váhom. Został założony na początku XIII w. Przebywali w nim m. in. św. Świerad i św. Benedykt. Był nieczynny, ale akurat kiedy tam byliśmy, nadeszła kobieta, która zajmowała się dbaniem o rośliny na terenie i wokół klasztoru i zaproponowała nam, że możemy wejść na teren klasztoru razem z nią. Tak, że zobaczyliśmy znacznie więcej, niż tylko z zewnątrz.

Zamek w Trenczynie (Trenčiansky hrad), jest ogromny, ale wnętrza są niezbyt ciekawe – liczyliśmy na znacznie więcej i znowu się trochę rozczarowaliśmy. Tak naprawdę to tylko wieża Mateusza – symbol tego zamku - była godna obejrzenia. Ale ja na skałach, na których zamek był postawiony, znalazłam bodziszka czerwonego, którego jeszcze nie miałam w swoich „zbiorach”, a także kilka innych, ciekawych roślin (szkoda, że jeszcze nie kwitły), więc byłam bardzo zadowolona. Potem przespacerowaliśmy się po starym mieście, wypili kawę w kawiarence na malowniczej uliczce Marka Aureliusza i wyruszyli w dalszą drogę.

Naszym następnym celem był Zamek w Beckovie (Beckovský hrad). Usytuowany na wysokiej skale, całkowicie niedostępny z trzech stron. Ale od czwartej strony prowadzi do niego wygodna ścieżka. Zamek z drogi robi niesamowite wrażenie. To tylko ruiny, ale dobrze zachowane. Ze wszystkich, które oglądaliśmy podczas naszej wycieczki, ten podobał mi się najbardziej. Miał w sobie to „coś”. Po obejrzeniu zamku przeszliśmy się ścieżką przyrodniczą wokół niego. Zarówno na zamku, jak i ścieżce przyrodniczej rosło mnóstwo ciekawych roślin. Kilku z nich nie miałam jeszcze sfotografowanych. Więc byłam uszczęśliwiona – Zamek Beckov stał się z tej racji moim ulubionym zamkiem i na pewno będę się tu starała wrócić. Szkoda, że jest tak daleko. Najcenniejszym ”odkryciem” tego dnia był storczyk trójzębowy, który rósł masowo na łące, przez którą przechodziła ścieżka przyrodnicza. 

Marek miał na ten dzień zaplanowane jeszcze zdobycie Wielkiego Javornika – najwyższy szczyt Białych Karpat, ale było już dość późno i stwierdziłyśmy, że nie mamy już ochoty na łażenie po górach. Była oczywiście opcja wjechania na sam szczyt samochodem, ale Marek odrzucił ten pomysł, jako niehonorowy.

W związku z tym zabrał nas pod jeszcze jedne ruiny zamku – w Lednicy (Lednický hrad). Zrobiliśmy sobie tam mały spacer. Ruiny można było zobaczyć niestety tylko z zewnątrz, bo trwają prace remontowe. A szkoda, bo to był bardzo ciekawy zamek. Z bastionu, w którym było wejście do zamku, prowadził do pozostałej, wyżej położonej części zamku, wykuty w skale tunel.
Znalazłam tam kolejną nową roślinkę. I mnóstwo nawrotu czerwonobłękitnego. Zaczynał właśnie kwitnąć, więc mogłam go pokazać Lili i Markowi. To bardzo ładna roślinka, a u nas nie rośnie. Na wzgórzach z tyłu zamku był rezerwat. Była też tablica z rosnącymi w nim roślinami. Tu też miały rosnąć dwulistnik pszczeli i buławnik czerwony. A poza nimi jeszcze kosaciec trawolistny, storczyk bzowy i aster alpejski.

Niewiele można znaleźć w Internecie informacji o roślinności występującej tak w Górach Strażowskich, jak i w Białych Karpatach. Tak, że jadąc tam, nie wiedziałam, co tam ciekawego rośnie. Ale jak zwykle znalazłam kilka, nowych dla mnie i ciekawych gatunków. Dużo też dowiedziałam się z tablic informacyjnych dość bogato umieszczonych przy  ścieżkach przyrodniczych i szlakach turystycznych.

W ostatnim dniu pojechaliśmy do Bojnic, gdzie zwiedziliśmy słynny Bojnicki zamek (Bojnický zámok). Jest piękny, Lili i Markowi się bardzo podobał, ale przyznam się uczciwie, że ja oczekiwałam czegoś więcej. Według mnie, brak mu klimatu, ale to prawdopodobnie wina pożaru, jaki miał tu miejsce w 1950 roku.

Szczęśliwi, wypoczęci i syci wrażeń, wróciliśmy do Polski. To była wspaniała wycieczka, zwłaszcza, że przez wszystkie pięć dni mieliśmy rewelacyjną pogodę.