Rośliny naczyniowe

Wiosna w dolinach Sanu i Osławy

Sanok, Uherce Mineralne, Lesko, Zagórz  - 8 kwietnia 2018

Tym razem wycieczka głównie krajoznawcza, połączona z poszukiwaniem wiosennych geofitów, a w szczególności śnieżycy karpackiej, przylaszczki pospolitej i cebulicy dwulistnej.

W planie odwiedzenie skansenu w Sanoku, w którym żadne z nas jeszcze nie było, rezerwat  „Bobry w Uhercach”,  spacer po Lesku  i „Kamień Leski” oraz ruiny klasztoru w Zagórzu.

Jedziemy najpierw do Sanoka. Skansen robi na nas ogromne wrażenie – jest to pierwsze, a zarazem największe w Polsce muzeum tego typu. Na 38 ha zgromadzono ponad 180 obiektów architektury drewnianej  Łemków, Bojków i Pogórzan. Jest bardzo pięknie położone.
 
Ponieważ jest niedziela, to wstęp jest bezpłatny, ale obiekty są otwierane dopiero od 1 maja, więc musimy wziąć przewodnika, żeby zobaczyć wnętrza. Szczególnie zależy nam na obejrzeniu domów w miasteczku galicyjskim. Są bardzo bogato wyposażone (mieści się w nich, m.in. apteka, sklep kolonialny, poczta, krawiec, fryzjer, jest dom nauczyciela miejskiego i bogate domy żydowskie). Dwór, też podobno bardzo wspaniały, jest obecnie niestety niedostępny. Oglądamy też piękne cerkwie (na mnie ogromne wrażenie robi malutka cerkiewka św. Onufrego z Rosolina, pochodząca z połowy XVIII w.).

Później zwiedzamy szkołę wiejską i kilka innych ciekawszych według naszej przewodniczki obiektów, m. in. drewniany, XVII-wieczny kościół z Bączala Dolnego, a obok niego plebanię z Ropy oraz kilka chałup.

Zajmuje nam to 2,5 godziny. Żeby zobaczyć wszystko, trzeba by spędzić tu 5 albo i więcej godzin.

O tej porze jest tu szczególnie pięknie. Znajduje się tu duże stanowisko śnieżycy karpackiej – szkoda że już niestety kończy kwitnąć - ale i tak jestem szczęśliwa. Koło cerkwi św. Onufrego masowo kwitną przylaszczki, a dookoła mnóstwo zawilców gajowych, złoci żółtej, śledzienicy skrętoległej, cebulicy dwulistnej, zdrojówki rutewkowatej i kokoryczy pustej.

A wszędzie jest pełno ropuch szarych, które zmierzają w stronę stawu, aby tam odbyć gody.

Z żalem opuszczamy sanocki skansen. Ale obiecujemy sobie, że na pewno jeszcze tu kiedyś wrócimy. Tym razem na dłużej.

Jedziemy dalej. Zatrzymujemy się, aby zobaczyć pomnik przyrody - słynny „Kamień Leski”. Moi przyjaciele jeszcze tu nie byli i bardzo im się tu podoba. Ja buszuję w poszukiwaniu przylaszczek.

Zabraliśmy ze sobą kiełbasę, więc kiedy zauważamy bardzo wygodne miejsce do rozpalenia ogniska – jest nawet stół i wygodne ławeczki – robimy sobie tu krótki piknik. Mamy też  świeże, domowe ciasto, więc jest to bardzo przyjemny odpoczynek.

Potem jedziemy do Uherców Mineralnych, bo musimy tam „zaliczyć” rezerwat. Chcemy też przy okazji obejrzeć tamtejszy wodospad na Olszance oraz XVIII-wieczny kościół obronny. Marek dodatkowo pokazuje nam w Uhercach współczesną atrakcję – „Chatkę Wariatkę”. To drewniany domek, odwrócony do góry nogami. Można go obejrzeć w środku, ale dopiero od 1 maja.

Oglądamy kościół i idziemy ścieżką przyrodniczą na poszukiwanie naszego rezerwatu. Mimo nazwy, podobno nie ma już tu bobrów, bo wyniosły się z rezerwatu w inne miejsce. Ale, jeśli nawet, to pozostały po nich rozlewiska i inne, dość widoczne ślady. Za to znajdujemy wspaniałe stanowisko cebulicy dwulistnej – taką dużą, gęstą kępę tej rośliny widzę po raz pierwszy. I udaje mi się też sfotografować biały, rzadki okaz tej roślinki. No i mogę sobie odkreślić kolejny rezerwat z mojej listy.

Następnie szukamy wodospadu i trochę błądzimy, tracąc w ten sposób sporo czasu.  Ale dzięki temu odwiedzamy na wzgórzu Lachawa kolejny cmentarz wojenny z I wojny – szkoda, że nie ma numeru.

Z Uherców jedziemy do Leska. Zawsze, jadąc w Bieszczady, nie mamy czasu, żeby się tu zatrzymać. A ja chcę zobaczyć zamek. Teraz mam okazję. I przeżywam duże rozczarowanie. Nie jest szczególnie wart zobaczenia. Za to obronna synagoga z XVII w. jest wspaniała. Blisko niej mieści się jeden z największych i najstarszych na Podkarpaciu kirkutów – jest tu około 2000 płyt nagrobnych – najstarsze ponoć z XVI w. Niestety, możemy go tylko zobaczyć z daleka, bo jest zamknięty.

W Lesku oglądamy jeszcze okazały kościół parafialny, który powstał  w I poł. XVI w. Znajduje się przy nim piękna dzwonnica z poł. XVIII w.  

Kończymy naszą wycieczkę w Zagórzu. Znajdują się tu na wzgórzu, zwanym Mariemont (Marymont), monumentalne  ruiny klasztoru karmelitów bosych z XVIII w. Prowadzi do niego ciekawa droga krzyżowa. Są to drewniane rzeźby, wykonane przez bieszczadzkich artystów. Każda stacja jest inna, a niektóre naprawdę fascynujące. Dla turystów udostępniona jest wieża widokowa, z której można podziwiać Dolinę Osławy.

Dzień był pełen wrażeń i atrakcji. Trochę nam zeszło – ceną za to jest powrót po ciemku, a ponieważ tym razem to ja jestem kierowcą, a nie znoszę nocnej jazdy, to jest to dla mnie prawdziwe wyzwanie. Ale jakoś udaje mi się bezpiecznie dowieść nas do domu.