Rośliny naczyniowe

W oczekiwaniu na przedwiośnie… zimowa Mogielica

Beskid Wyspowy - 4 marca 2018

Narzekałam na brak śniegu, to teraz mam go aż nadto. Zwykle w pierwszych dniach marca już fotografowałam kwitnące podbiały, lepiężniki, przebiśniegi i różne inne roślinki. Fruwały też cytrynki, można było zobaczyć biedronkę lub poobserwować obudzone mrowisko.Teraz raczej nie ma na to szansy – dzisiaj rano było 20 stopni mrozu, a w górach, i nie tylko tam, jest pełno śniegu.

Jest jednak piękne słońce, a koło południa ma się zrobić dużo cieplej, więc postanawiamy wybrać się gdzieś z Lilą i Markiem. Nie mamy pomysłu na krótką wycieczkę, bo zamierzamy wyjechać dopiero o jedenastej. Przychodzi mi do głowy Mogielica z Przełęczy Rydza- Śmigłego. Ale Lila na pewno się wystraszy i nie pojedzie. Ku mojemu zdziwieniu jedzie – zdaje się, że zima w górach zaczyna jej się coraz bardziej podobać.

Wyruszamy na trasę o dwunastej. Jest mnóstwo śniegu i piękna okiść na drzewach, co w  połączeniu ze słońcem i błękitnym, bezchmurnym niebem sprawia, że jest bajkowo. Nie spodziewałam, że będzie aż tak wspaniale. Dodatkowo jest bezwietrznie i robi się ciepło.

Jest mocno stromo, bo to najkrótsze wejście na Mogielicę, ale ostatecznie trochę wysiłku dobrze nam zrobi.

Spotykamy wielu turystów, tak samo jak my, zachwyconych otaczającym nas pięknem.

Na szczycie drzewa są wręcz oklejone śniegiem. Schodzę więc ze  szlaku i buszuję po kolana w śniegu, żeby sfotografować te, które wyglądają najefektowniej i najbardziej mi się podobają.

Marek zmusza nas do wdrapania się na wieżę widokową. Obie robimy to z duszą na ramieniu, bo jest dość ślisko, a ponadto, ta wieża, jak dla mnie, jest zbyt ażurowa, a ja, chociaż nie boję się przepaści w górach, to takie wieże wywołują we mnie duży lęk.

Schodzimy tą samą drogą, co nie wzbudza w Marku zbytniego entuzjazmu, bo chciałby zejść żółtym szlakiem i zrobić w ten sposób kółeczko, ale nam nie chce się iść pół godziny asfaltem, a poza tym, tam idzie się w większości lasem, a tu są piękne polany, więc musi nam ulec… Zwłaszcza żonie.

W drodze powrotnej, przy zjeździe z Wysokiego, przebiegły mi przez drogę aż trzy sarenki. Dobrze, że dość wolno jechałam. Zobaczyłam pierwszą i przyhamowałam, czekając, żeby bezpiecznie przeszły dwie pozostałe. Były śliczne. I mogliśmy się im przyjrzeć, bo zbytnio się nie spieszyły.