Rośliny naczyniowe

Okolice Bacówki nad Wierchomlą

Beskid Sądecki - 27 stycznia 2018

Śniegu dalej nie ma. Ogarnięta obsesją, że jak jest zima, to przynajmniej w górach powinien być, jadę do Wierchomli. To znany ośrodek narciarski, a one zawsze powstają w miejscach, gdzie spada dużo śniegu, a pokrywa śnieżna długo się utrzymuje, więc jeżeli gdzieś jest śnieg, to na pewno tam.

Na dole w Wierchomli jest spory mróz, ale śniegu prawie nie ma. Tradycyjnie idę do góry czarnym szlakiem. Niestety, leśnicy zrobili sobie tutaj masową wycinkę lasu. Ponieważ ten szlak jest stromy i wąski – dostosowali go do swoich potrzeb. Przyjemna ścieżka zamieniła się w błotnistą stokówkę. Dobrze, że jest mróz, bo inaczej byłby problem z pokonaniem tej trasy. Wyżej jest trochę lepiej, ale jest mało śniegu i są spore oblodzenia, więc jest dość ślisko.

Dopiero, kiedy wychodzę na polany pod Bacówką nad Wierchomlą, zaczyna być przyjemnie. Jest błękitne niebo, słońce i śnieg. A kiedy docieram na szczyt, jest tam nawet trochę szadzi. Co prawda tylko na wystających spod śniegu trawach, ale za to jest bardzo piękna.

Tatry widać, ale słabo.

Na górze jest bardzo ciepło i bezwietrznie, więc zdejmuję czapkę, kurtkę i spaceruję – najpierw w stronę wyciągów, później wracam i idę na Polanę Gwiaździstą.

Schodzę na dół drogą dojazdową do bacówki – ku mojemu zaskoczeniu jest cała biała aż do samego dołu. Przez mocno przetrzebiony las dociera tu mnóstwo słońca, więc idzie się bardzo przyjemnie.

 Mniej więcej w połowie drogi leśnicy postawili ładną wiatę dla turystów.

W drodze powrotnej zatrzymuję się na chwilę przy cerkwi Św. Michała Archanioła z pocz. XIX w. , a potem, zadowolona z wycieczki, wracam do domu.