Rośliny naczyniowe

Zima w Małych Pieninach

Wysoka, Durbaszka, Wysoki Wierch - 10 grudnia 2017

Ubiegły weekend był paskudny i przesiedziałam go w domu. Toteż prognoza pogody, zapowiadająca piękną, słoneczną niedzielę, sprawiła mi sporą radość. Zwłaszcza, że w górach spadł ostatnio świeży śnieg i powinno być już go sporo.

Wybraliśmy się w Pieniny. Tym razem na Wysoką, bo na Trzech Koronach byliśmy o tej porze w ubiegłym roku.

Jaworki przywitały nas słońcem, lekkim mrozem i wspaniałym puszystym śniegiem. Przeszliśmy Wąwozem Homole, bo jeszcze nigdy nie byliśmy tam zimą, a poza tym zamierzaliśmy jak zwykle zrobić kółeczko.

Wejście na Wysoką było strome i śliskie, więc dobrze, że zabraliśmy ze sobą raczki. A i tak trzeba było bardzo uważać, żeby się nie poślizgnąć. Ale widoki ze szczytu wynagrodziły nam z nawiązką trudy wspinaczki. Szkoda, że tam dość mocno wiało, więc nie spędziliśmy tam tyle czasu, ile byśmy chcieli.

Potem przez Durbaszkę poszliśmy na Wysoki Wierch. To był najpiękniejszy fragment szlaku tego dnia, mimo, że częściowo nieprzetarty i grzęźliśmy niekiedy w śniegu do kolan. Na szczęście był bardzo lekki i sypki.

Każdy, nawet lekki podmuch wiatru, powodował, że w powietrzu unosiły się tumany lekkiego, drobniutkiego śniegu, który błyszczał cudownie w promieniach słońca.

Na Wysoki Wierch wchodziło się bardzo ciężko, bo tu wiał jeszcze silniejszy wiatr, niż na Wysokiej i zapadaliśmy się głęboko w kolejne śniegowe zaspy. W związku z tym zawróciliśmy tuż przed szczytem - zabrakło nam może 5-10 minut -  ale zmaganie się z tak silnym wiatrem nie jest przyjemne, a byliśmy już tam wiele razy, więc postanowiliśmy sobie odpuścić.

Zeszliśmy do schroniska pod Durbaszką, napili się ciepłej herbaty, zjedli smaczną szarlotkę i wrócili do samochodu pozostawionego w Jaworkach.

Spotkaliśmy na szlaku Pana Marka Owczarza, autora popularnego blogu o górach. Był w Pieninach z grupą swoich przyjaciół. Robili podobną do naszej trasę, więc spotykaliśmy się raz po raz i wspólnie zachwycaliśmy się pięknym dniem. Przedstawił się nam dopiero w schronisku. Ja często wchodzę na jego stronę, więc było mi bardzo przyjemnie. Porozmawialiśmy chwilę o górskich wędrówkach.

Wróciliśmy bardzo zadowoleni z wycieczki do domu – kolejny raz mieliśmy szczęście, że mieliśmy tak wspaniałą pogodę, bo po niespełna dwóch godzinach w górach rozszalały się straszliwe wichury.