Rośliny naczyniowe

Słowacki Kras z Lilą i Markiem

29 kwietnia - 2 maja 2017

Już w ubiegłym roku zaplanowaliśmy z Lilą i Markiem, że podczas majowego weekendu wybierzemy się na Słowacki Kras. Bardzo mi zależało na tym terminie, bo o tej porze zakwita tam miłek wiosenny, a ja bardzo chciałam go zobaczyć.

Wyszukaliśmy wszystkie najciekawsze miejsca, które warto odwiedzić, będąc w tamtym rejonie Słowacji i opracowaliśmy plan wycieczki. Marek załatwił dla nas wcześniej noclegi, więc pojechaliśmy, mimo że prognozy pogody nie były zachęcające.

W sobotę pogoda była dość kiepska, ale nie padało. Zwiedziliśmy najpierw położony w okolicach Rożnawy (Rožňavy) słynny pałacyk myśliwski Betliar, należący do arystokratycznej rodziny węgierskiej  Andrássy. Posiada on wspaniałe, bogate wyposażenie (na szczególną uwagę zasługuje wspaniała biblioteka) i jest naprawdę wart obejrzenia. Ponadto jest otoczony rozległym parkiem w stylu angielskim (80 ha powierzchni). Pałac jest narodowym zabytkiem kultury słowackiej.

Potem obejrzeliśmy w Krasnohorskim Podgrodziu (Krásnohorskom Podhradí) neogotyckie mauzoleum Franciszki i Dionizego Andrássych. 

Stamtąd wybraliśmy się, żeby obejrzeć słynny zamek Krásna Hôrka. Co prawda niedawno był w nim pożar i nie jest dostępny dla zwiedzających, ale zrobiliśmy sobie mały spacer na szczyt zamkowego wzgórza i obeszliśmy zamek dookoła.
Następnie pojechaliśmy do miejscowości Krásnohorská Dlhá Lúka (Krasnohorska Dluga Laka), gdzie mieliśmy zarezerwowane noclegi. Warunki okazały się rewelacyjne.

Szybko coś zjedliśmy i wybraliśmy się na zaplanowaną przez Marka na ten dzień krótką wycieczkę na szczyt Dievčenská skala (8,5 km w obie strony). Były stamtąd bardzo piękne widoki. A na dodatek znalazłam kilka nowych roślin, więc byłam bardzo zadowolona.

W drugim dniu zwiedzaliśmy 3  jaskinie – Ochtińską Aragonitową, Domicę i Gombasecką. Każda z nich jest inna – ale wszystkie trzy porażają wręcz swoim pięknem. Wizyta w tych jaskiniach dostarczyła nam niezapomnianych wrażeń.

Wokół jaskini Domica poprowadzona jest ścieżka przyrodnicza przez rezerwat Domickie Skrapy. Ponieważ miały tu rosnąć miłki wiosenne - główny cel mojej wycieczki tutaj – musieliśmy obowiązkowo zaliczyć tą ścieżkę. Teren tego rezerwatu podobno należy do najsuchszych i najcieplejszych miejsc na Słowacji. Poza wspomnianym miłkiem rośnie tu wiele rzadkich roślin, m. in. dąb omszony, kosaciec bezlistny, pszczelnik austriacki czy sasanka wielkokwiatowa. Niestety, ponieważ kwitną w różnym czasie, nie można ich wszystkich zobaczyć.

Po zwiedzeniu Jaskini Gombaseckiej pojechaliśmy w stronę Silicy. Markowi zależało na zobaczeniu Silickiej Jaskini Lodowej (Silická ľadnica). Zrobiliśmy sobie krótki spacer i obejrzeliśmy wejście do tej jaskini (nie jest udostępniona dla turystów w środku).

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się w Silicy, gdzie obejrzeliśmy z zewnątrz bardzo ciekawy kościół z XVI w., otoczony wysokim murem. Tuż za Silicą stanęliśmy na chwilkę, aby zobaczyć krasowe jeziorko (Farárova jama).

A wieczorem poszliśmy na kolejny spacer – tym razem pod Jaskinię Krasnohorską (Krásnohorská jaskyňa). Jaskinię podobno można zwiedzać pod opieką przewodnika, trzeba się umawiać, w sezonie letnim są wejścia o określonej godzinie, ale też lepiej się umówić). Na nas zrobiło wrażenie wywierzysko pod jaskinią. Jest tak niesamowicie piękne, a zarazem egzotyczne, że trudno nam było oczy oderwać, zwłaszcza, że idąc tam zupełnie nie spodziewaliśmy się takiego widoku i takich wrażeń.

Trzeci dzień był przeznaczony na dolinę Zádielska tiesňava oraz jej otoczenie. Rano obejrzeliśmy sobie Rożnawę (bardzo piękny rynek i możliwość wejścia wieżę, skąd roztacza się ponoć piękny widok, nam nie udało się go zobaczyć, bo był to muzealny poniedziałek).

Potem pojechaliśmy do miejscowości Zádiel, skąd wychodzi szlak turystyczny idący dnem doliny. Po przejściu tego pięknego skalnego wąwozu weszliśmy na ścieżkę przyrodniczą, która wychodzi na płaskowyż (płaninę) nad doliną. Widoki były i tu i tu niesamowite. Białe, strome wapienne skały, rozległe łąki pełne kwitnących miłków, kwitnące wiśnie wonne i ptasie czereśnie, świeża majowa zieleń, no i oczywiście pełno różnych nowych roślin, o których istnieniu nie miałam pojęcia.

Poszliśmy później w stronę Turniańskiego Zamku (Turnianski Hrad) – ale w połowie drogi Marek uznał, że zabraknie nam czasu, więc musimy z Lilą iść same na zamek, a potem zejść do Haju, a on wróci po samochód i tam po nas przyjedzie. Ten odcinek szlaku był trudny – bardzo niewygodnie się szło po tych skrapach, w związku z czym szłyśmy bardzo powoli, klnąc na czy świat stoi. Ale znalazłam tu kolejne nowe rośliny, a Lila wypatrzyła dla mnie jaszczurkę zieloną, którą bardzo pragnęłam zobaczyć, i która na dodatek pozowała nam bardzo cierpliwie do zdjęć, więc od razu przestałam marudzić.

Zeszłyśmy szybko do Haju (Háj) (tym razem bardzo wygodną ścieżką), bo Marek tam już na nas czekał, a mieliśmy jeszcze w planie zobaczenie Hajskich Wodospadów (Hájske vodopády) w Dolinie Hajskiej (Hájska dolina – Hájska tiesňava).
 
Mieliśmy tego dnia piękną słoneczną pogodę, było też ciepło, więc dzień był bardzo udany, choć męczący.
 
W kolejnym dniu rano poszliśmy jeszcze raz na spacer do wywierzyska pod Krasnohorską Jaskinią, bo poprzednim razem Lila była zmęczona i nie poszła tam z nami.
 
Potem pożegnaliśmy się z naszymi sympatycznymi gospodarzami i udaliśmy się do Koszyc.
 
Po drodze skręciliśmy do Jasova, gdzie obejrzeliśmy z zewnątrz wspaniały barokowy klasztor norbertanów (premonstrantów). W środku można go zwiedzać od 15 maja do 15 września. Naszą uwagę zwrócił rosnący przed klasztorem ogromny mamutowiec olbrzymi. Jest to ponoć największy okaz tego drzewa na Słowacji. Ma 180 lat, prawie 48 m wysokości, a obwód pnia 7,5 m.
W Jasovie jest także wspaniała jaskinia (Jasovská jaskyňa), ale nie mieliśmy już na nią czasu – przyjedziemy tu innym razem i zwiedzimy i ją, i klasztor, bo też jest podobno wart obejrzenia – jest tu wspaniała biblioteka.

W Koszycach obejrzeliśmy Stare Miasto i katedrę Św. Elżbiety. A potem pojechaliśmy do ogrodu botanicznego, o czy marzyłam, bo podobno miał być bardzo piękny i ciekawy. To była całkowita porażka – najpierw czekaliśmy pół godziny, żeby ktoś raczył nam sprzedać bilety, a potem sam ogród okazał się zaniedbany i nieciekawy. Dobrze, że chociaż w szklarniach można było zobaczyć trochę ciekawych roślin, trzeba powiedzieć sprawiedliwie, że mają wspaniałą kolekcję kaktusów z całego świata. Ja w swojej naiwności liczyłam na to, że będzie w tym ogrodzie  jakaś kolekcja roślin kserotermicznych występujących na Słowackim Krasie, ale się przeliczyłam. Zresztą przy roślinach nie było właściwie żadnych podpisów – dość ciekawa forma prezentacji roślin w ogrodzie botanicznym.

Nasza wyprawa była bardzo udana. Jak na tak krótki pobyt, to zobaczyliśmy bardzo dużo. Przejechaliśmy właściwie cały Słowacki Kras. Widzieliśmy większość najciekawszych miejsc.

Udało mi się sfotografować kilkanaście nowych gatunków roślin - mam nadzieję, że uda mi się je wszystkie oznaczyć.

Marek rewelacyjnie sprawdził się jako przewodnik. Jeździł po Słowackim Krasie tak pewnie, jakby był już tam wielokrotnie,  a nie korzystaliśmy z GPS-a. Doskonale wyliczył drogę pomiędzy kolejnymi jaskiniami (są tylko 4 wejścia w ciągu dnia do każdej z nich) i tylko dlatego udało się nam zwiedzić aż trzy w ciągu jednego dnia, zaliczając jeszcze ścieżkę Domickie Skrapy.

Na pewno jeszcze na Słowacki Kras wrócimy.