Rośliny naczyniowe

Krokusy na Podtatrzu

Pogórze Gubałowskie -  2 kwietnia 2017 - czerwonym szlakiem im. Powstania Chochołowskiego

Szukając krokusów nie daliśmy się ponieść ogólnopolskiemu szaleństwu i oczywiście ominęliśmy szerokim łukiem Dolinę Chochołowską. W Toporowej Cyrhli i na Polanie Kopiec już byliśmy, na Kalatówkach też – postanowiliśmy w tym roku poszukać krokusów w Paśmie Gubałowskim. Jest to część Pogórza Spisko-Gubałowskiego.

Z Chochołowa koło kościoła wychodzi czerwony szlak im. Powstania Chochołowskiego. Prowadzi grzbietem po rozległych łąkach. Jest z niego 360-stopniowy widok. Prawie przez cały czas przed oczyma mamy pełną panoramę Tatr, a jak się odwrócimy, to widzimy Pilsko, Babią Górę, Gorce i Spisz. Widoki są wspaniałe.

Już za kościołem podziwiamy pierwszą łąkę z krokusami, krokusy porastają także znajdujący się powyżej cmentarz, który warto odwiedzić, bo jest tam sporo starych nagrobków, a także takie w góralskim stylu.

Krokusy nieprzerwanie towarzyszą nam przez cały dzień – nie ma ich co prawda tak wiele, jak w Dolinie Chochołowskiej, ale jest ich całkiem sporo. Za to nie ma ani jednego (dosłownie) turysty, co jest wysoce przyjemne.

Zdobywamy Ostrysz i Tominów Wierch, a następnie schodzimy do Gruszek (przysiółku Dzianisza) i wdrapujemy się za drogą ostro do góry na sąsiedni grzbiet, gdzie przechodzi czarny szlak. Nawet udaje się nam go znaleźć, szkoda tylko, że idziemy nim w przeciwnym do Chochołowa kierunku.

Wychodzimy z lasu tuż przed Palenicą Kościeliską. Stamtąd schodzimy do Kir przez Kościelisko.

Ponieważ sprawdziliśmy sobie wcześnie rozkład jazdy busów z Zakopanego, wiemy, że mamy czym stamtąd wrócić do Chochołowa. Jadąc busem, obserwujemy z przerażeniem i jednocześnie z ulgą, że nie wybraliśmy tej opcji, co dzieje się w okolicach wylotu Doliny Chochołowskiej i w promieniu kilku najbliższych kilometrów.

Zmęczeni, ale zadowoleni z wycieczki, bezpiecznie i bez korków wracamy z Chochołowa do domu.