Rośliny naczyniowe

Turbacz z Łopusznej

Gorce - 10 lutego 2017

Trasa: Zarębek Średni – niebieskim szlakiem – Turbacz (1310 m n.p.m.)  – czerwonym szlakiem - Polana Długa – Kiczora (1282 m n.p.m.) - Polana Zielenica – czarnym szlakiem - Polana Jankówki - ścieżka przyrodnicza – Polana Żubrowisko – Gajówka Mikołaja - Zarębek Średni

Kolejna wycieczka i kolejny szczyt Gorców – tym razem Turbacz. Wyszukuję szlak z Łopusznej, którym nigdy jeszcze na Turbacz nie szłam – można tam zrobić pętlę i zejść w to samo miejsce.

Wyruszamy z Sącza rano. Szczyty Beskidu Sądeckiego i Gorców pokrywa szadź. Zapowiada się ciekawie. Co prawda, jest pochmurno, ale liczymy na to, że wyjdzie słońce, bo pogoda zapowiadana była dobra. W Łopusznej zaczynamy się trochę niepokoić, czy pomysł na wycieczkę był dobry – droga jest oblodzona i śliska, ale co najgorsze, nie ma gdzie zaparkować samochodu, bo na poboczach zalegają wysokie, nawet do metra, zaspy zlodowaciałego śniegu. W końcu sympatyczna właścicielka pensjonatu „Willa Zarębek” pozwala nam zostawić samochód na terenie swojej posesji.

Szlak jest stromy, pokryty śliskim, zlodowaciałym śniegiem, ale w nakładkach antypoślizgowych idzie się całkiem dobrze. Dochodzimy do przysiółka Zarębek Wyżni, stamtąd szlak jest już zdecydowanie wygodniejszy. Mijamy kolejne polany, na drzewach pojawia się szadź, robi się coraz ładniej, mimo że nadal jest pochmurno. Szlak mi się bardzo podoba, chociaż podobno jest bardzo zniszczony przez kłady i motory. Podobno bywa też dość zatłoczony. Ale dzisiaj jest tu pięknie. Śniegu jest bardzo dużo, w ostatnich dniach spadło trochę świeżego, drzewa w koronce szadzi wyglądają bajkowo, a na szlaku całkiem pusto.

Pod szczytem Turbacza pogoda zaczyna się poprawiać, pokazuje się słońce i błękitne niebo. Tatr co prawda nie widać, ale jest ładnie. Niestety, jak się okazuje, tylko na chwilę. Kiedy wychodzimy ze schroniska, gdzie zatrzymaliśmy się na wzmocnienie wspaniałym deserem gorczańskim (krucha szarlotka z bitą śmietaną i polewą jagodową), wokół zalega mgła. I towarzyszy nam przez Halę Długą, Kiczorę i Halę Zielenica - prawie aż do Polany Jankówki. Tam wychodzi słońce.

Marek wpada na pomysł, żeby zamiast schodzić dalej czarnym szlakiem, zejść ścieżką przyrodniczą „Z Łopusznej na Jankówkę”. Chwilę nią idziemy, po czyichś śladach, ale później zbaczamy ze szlaku, bo ślady prowadzą inaczej, a samodzielne przedzieranie się przez tak głęboki śnieg by nas wykończyło. I  tak jest ciężko. Na szczęście docieramy na Polanę Żubrowisko, skąd już wygodną, odgarniętą ścieżką przyrodniczą „Doliną potoku Łopuszanka-Żubrowisko”  dochodzimy do „Gajówki Mikołaja”. Jest to odtworzona osada leśna, którą wybudował przed wojną Stefan Lgocki, współwłaściciel majątku w Łopusznej – zorganizowana została tu terenowa baza edukacyjno-wystawiennicza. Można się tu zapoznać z przyrodą i historią Gorców, a także z historią próby hodowli żubra w Gorcach. Odbywają się tu także zajęcia edukacyjne dla dzieci i młodzieży.

Stamtąd dochodzimy do niebieskiego szlaku, którym wyszliśmy, i do samochodu. Przeszliśmy prawie 18 kilometrów – to jak na zimowe warunki w górach, solidna  wycieczka, chyba najdłuższa w tym sezonie. Jesteśmy trochę zmęczeni. Zatrzymujemy się na chwilę w Łopusznej – dwór prezentuje się pięknie w promieniach zbliżającego się ku zachodowi słońca.

Wracamy do Sącza – szczyty Gorców i Beskidu Sadeckiego nadal pokrywa szadź - wygląda na to, że cały dzień na większości z nich utrzymywała się mgła. Bo w dolinach świeciło słońce – odwrotnie niż tydzień temu.