Rośliny naczyniowe

Makowica

Beskid Sądecki - 7 stycznia 2017

Jest bardzo duży mróz, ale jest pięknie, więc postanawiam się gdzieś wybrać. Jadę, jak najczęściej w takich przypadkach, w stronę Rytra. Tam jest sporo różnych możliwości. Trochę myślę o Obidzy. Nagle tuż przed Rytrem spoglądam na Makowicę. Na samym jej szczycie zauważam drzewa w bieli. Już nie muszę dalej jechać. Wiem, że będzie tam pięknie. Żeby nie tracić czasu, idę żółtym gminnym szlakiem, a nie jak zwykle, niebieskim przez Głęboki Jar. Chcę jak najszybciej znaleźć się na górze.

Droga do przysiółka pod szczytem Makowicy jest od połowy nieprzejezdna. Jest sporo zasp. Idę po pojedynczych śladach jakiegoś tamtejszego mieszkańca. Przy ostatnim domu ślady się urywają i muszę brnąć sama, starając się unikać zasp. Na szczęście śnieg nie jest zbyt głęboki.

Łąki pod Makowicą toną w słońcu i śnieżnej szadzi. Jest tu tak pięknie, że przez chwilę mam opory przed  wejściem na te nieskalane ludzkimi śladami białe połacie. Ale przecież po to tu przyszłam – więc brnę przez puszysty, kopny śnieg, przystając co chwilę z zachwytu. Obchodzę obie polany, wchodzę do lasu na szczycie Makowicy. Tu też jest pięknie. Zdobywam szczyt i wracam, bo zaczyna mi być trochę zimno w nogi i dłonie. Zatrzymuję się jeszcze tylko na chwilę na dolnej polanie, robię ostatnie zdjęcie i szybko wracam, bo mróz jest spory i nie ma co ryzykować.

Było wspaniale!