Rośliny naczyniowe

Góry Lubowelskie z Kołem Szalonych Emerytów

20 lipca 2016

Tym razem zabieram się z Kołem Szalonych Emerytów w Góry Lubowelskie. Jest to bardzo mało uczęszczane pasmo górskie, a szkoda, bo jest niezwykle piękne. Niektórzy zaliczają to pasmo do Beskidu Sądeckiego, uważając go za część Pasma Radziejowej. Inni uważają, że jest to osobny mezoregion i nadają mu nazwę Pogórza Popradzkiego, inni jeszcze nazywają je Pogórzem Lubowelskim.

Dla mnie nie ma to większego znaczenia – są to niewątpliwie Karpaty i są piękne.

Naszą wędrówkę rozpoczynamy na Przełęczy Vabec. Stamtąd częściowo niebieskim szlakiem, częściowo pięknymi łąkami dochodzimy do Čertovej skały. Jest to wystająca ponad lasem duża skała, zbudowana z wapieni i dolomitów. Łatwo na nią wejść od północy, natomiast od południa jest niedostępna - opada niemal pionową ścianą wysokości 20-30 m do Doliny Małego Lipnika.

Potem schodzimy do Jarzębińskiego Przełomu. To bardzo malowniczy wąwóz utworzony przez potok Mały Lipnik. W dolnym końcu wąwozu znajduje się ciąg wodospadów i progów skalnych. Spadająca  woda wybiła pod nimi kotły eworsyjne głębokości do 3 m.

Później wychodzimy na piękne łąki nad Jarabiną (Jarzębiną). Udajemy się nimi do Litmanowej w okolice Skałek Litmanowskich. Widoki są po drodze wspaniałe – niezwykle rozległe, piękne, kwitnące łąki, wśród których rozrzucone są urokliwe wapienne skałki, porośnięte ciekawą, nawapienną roślinnością. Co jakiś czas napotykamy stada pasących się owiec – inaczej niż u nas – bez nadzoru psów i juhasów. I na dodatek same wracają o określonej godzinie całym stadem do domu.

Czekamy na autokar przy malowniczych skałkach. Później udajemy się do Starej Lubowni, gdzie mamy zwiedzać zamek i skansen. Ja już byłam tam wielokrotnie, niektórzy uczestnicy wycieczki też. Więc w kilka osób wybieramy się na Ośli Wierch. Szlak bardzo nam się podoba, co prawda w większości porośnięty jest lasem, ale po bokach drogi jest szeroki pas bez drzew, porośnięty bardzo ciekawymi, kwitnącym roślinami, m. in. rośnie tu dużo storczyków. Wśród nich fruwają całymi stadami różne gatunki motyli. Udaje mi się sfotografować aż 10 gatunków, co jeszcze mi się do tej pory nie zdarzyło. Idziemy dość szybko, bo mamy mało czasu, po drodze grupa się wykrusza, w końcu w pięć (same kobiety) zdobywamy Ośli Wierch. Było warto, bo widoki są stąd bardzo ładne.

Wycieczka była bardzo udana – pogoda była piękna, nie było za gorąco, chwilami wiał przyjemny wiaterek. A atmosfera też wspaniała – uczestnicy wycieczki tryskali wręcz radością i humorem. No i te widoki – u nas prawie nie ma już tak rozległych łąk. Na Słowacji należą one do dużych gospodarstw rolnych i są regularnie wykaszane bądź wypasane przez duże stada krów i owiec.

Na pewno wybiorę się tam jeszcze ponownie.