Rośliny naczyniowe

Majówka w Beskidzie Śląskim z Lilą i Markiem

27-29 maja 2016

1. Twardorzeczki – Magurka Radziechowska – Murońka – Ostre - Twardorzeczki
2. Szczyrk-Górka – Klimczok – Błatnia – Dolina Wapiennicy – Szyndzielnia – Przełęcz Kowiorek - Szczyrk-Górka
3. Wjazd kolejką na Halę Jaworzyna – Skrzyczne – Buczkowice

Dalszy ciąg Beskidu Śląskiego z Lilą i Markiem. Wyjeżdżamy około południa. W planach na pierwszy dzień mamy odnalezienie Rezerwatu Kuźnie oraz dotarcie do Szczyrku na nocleg. Trochę się boję, bo złapałam jakąś infekcję i nie czuję się najlepiej.

Po dojechaniu Do Twardorzeczek wyruszamy leśnymi drogami na poszukiwanie rezerwatu, który ma znajdować się na zboczach góry Murońka. Trochę się gubimy i w rezultacie zdobywany nieplanowaną Magurkę Radziechowską. W sumie warto było się zgubić, bo widoki piękne. Później zielonym szlakiem dochodzimy do Murońki. Tam jednak nie ma żadnej ścieżki przyrodniczej, która miała prowadzić do rezerwatu Kuźnie. W okolicy nie widać niczego, co przypominałoby choć trochę opis tego rezerwatu. Nadłożyliśmy drogi, jest już późno – musimy zrezygnować. Markowi jest przykro – to miał być ciekawy skalny rezerwat z jaskiniami - mnie zresztą też – ostatecznie to ja jestem kolekcjonerem karpackich rezerwatów. Ale kiedyś tu wrócimy i na pewno go znajdziemy.

Drugiego dnia czeka nas z Lilą ciężki dzień. Marek zaplanował dla nas ekstremalną trasę – ponad 20 kilometrów i w sumie ponad 1300 m przewyższenia. Nie poddajemy się, chociaż po przejściu Błatniej zaczyna grzmieć i robi się nieprzyjemnie. Kiedy schodzimy nad Jezioro Wielka Łąka w Dolinie Wapienicy, zaczyna trochę padać. Jesteśmy już zmęczeni, a tu trzeba wdrapać się kolejne 600 m na Szyndzielnię, bo musimy wrócić do Szczyrku, gdzie zostawiliśmy samochód. Szlak jest jednak mimo stromizny bardzo ładny, prowadzi przez piękne bukowe i jaworowe lasy. Trochę kropi, ale drzewa skutecznie nas chronią przed deszczem. Cieszę się, że się nie poddaliśmy, bo schronisko na Szyndzielni jest bardzo efektowne i warte zobaczenia. Jest przy nim także alpinarium, ale mimo moich pasji przyrodniczych muszę zrezygnować z jego obejrzenia, bo burza ciągle nas goni. Szlak z Szyndzielni na Klimczok też jest bardzo piękny. Za Przełęczą Kowiorek dopada nas deszcz - ale nie jest bardzo intensywny, a grzmi gdzieś daleko. Trochę zmoczeni  i wykończeni - docieramy szczęśliwie do samochodu. Jesteśmy z siebie dumni, że nie zawróciliśmy i przeszli całą zaplanowaną trasę.  Po drodze zaliczyliśmy dwa rezerwaty: Stok Szyndzielni i  Jaworzynę.

W niedzielę wstaję ledwo żywa – infekcja się nasila, ale jakoś staram się pozbierać – w planie mamy Skrzyczne, a to jeden z dwóch szczytów, który brakuje mi do Korony Karpat. Muszę go zdobyć. Po to tu między innymi przyjechałam. Marek lituje się nad nami i skraca nieco wycieczkę – trochę niehonorowo wyjeżdżamy wyciągiem na Halę Jaworzyna i dopiero stamtąd wspinamy się na szczyt. Skrzyczne robi bardzo przygnębiające wrażenie – trasy narciarskie bardzo zniszczyły całą górę. Dobrze, że idąc niebieskim, całkiem ładnym szlakiem, trochę można o tym zapomnieć. Schodzimy tym samą drogą w dół i nagle widzimy ogromny rój pszczół na świerku nad naszymi głowami – żadne z nas jeszcze czegoś takiego nie widziało, więc mimo pewnego zagrożenia, poświęcamy nieco czasu na obserwację. Później skręcamy na czerwony szlak do Buczkowic. Od Siodła pod Skalitym szlak staje się niezwykle piękny – jesteśmy nim zauroczeni. 

Wracamy do domu zmęczeni, ale bardzo zadowoleni z majówki –  mimo krążących nad nami przez trzy dni burzy udało się mam zrealizować większość planów.