Rośliny naczyniowe

Dolina Rohacka

30 sierpnia 2015

Moja pierwsza w dorosłym życiu wycieczka w Tatry,  to wycieczka nad Rohackie Stawy. Zabrała mnie tam przyjaciółka, ponieważ mój syn, z którym od kilku lat chodziłam już po górach, zamarzył nagle o Tatrach.  Było to dla nas niesamowite przeżycie i jednocześnie narodziła się  w nas miłość do Tatr , jak to się mówi, od pierwszego wejrzenia. Jeszcze tej samej jesieni rozpoczęła się nasza przygoda z Sądeckim PTT. Przez kilka lat jeździliśmy na większość organizowanych przez nich wycieczek w Tatry – zarówno polskie jak i słowackie. To na tych właśnie wycieczkach pojawiła się moja aktualna pasja – zainteresowanie roślinnością Karpat.

Tego lata mało chodziłam po Tatrach i dlatego cierpiałam na ich niedosyt. Tej niedzieli moi przyjaciele nie mogli ze mną nigdzie pojechać, więc szukałam jakiejś alternatywy. Na stronie PTT znalazłam organizowaną wycieczkę na Trzy Kopy i Banikov. Ponieważ mieli jeszcze wolne miejsca, postanowiłam zabrać się z nimi, pójść samej nad Rohackie Stawy i przypomnieć sobie tamtą pierwszą tatrzańską wycieczkę.

Przez chwilę po rozstaniu z grupą trochę szkoda mi było łańcuchów na Trzech Kopach i grani przed Banikovem, na której doświadczyłam kiedyś niesamowitych emocji. Ale szybko przestałam żałować. Było tak pięknie, słońce, błękitne stawy i niebo, a wszędzie aż granatowo od goryczki trojeściowej. Za pierwszym razem, kiedy tu byłam, nie było pogody, wszystko wyglądało  szaro,  snuły się mgły i wiał dość silny wiatr.Tym razem pogoda była piękna, wszystko wyglądało zupełnie inaczej, ale ze wzruszeniem przypominałam sobie kolejne fragmenty szlaku i uczucia, jakie wtedy we mnie wzbudził. Wtedy to była pasjonująca wysokogórska wyprawa, teraz, po przechodzonych po Tatrach latach, zaledwie relaksujący spacer.

Jednocześnie uświadomiłam sobie, ile od tej pory przeszłam tatrzańskich szlaków, szczytów i przełęczy, ile dostarczyło mi to radości, wzruszeń, a czasem ogromnego lęku, bólu i zmagania się z trudnościami trasy, własną słabością, a przede wszystkim ze złą pogodą. Było miło uświadomić sobie to wszystko, spojrzeć wstecz na swoją tatrzańską historię i być wdzięczną losowi, że dane mi było tego wszystkiego doświadczyć i mieć nadzieję, że jeszcze trochę po Tatrach uda mi się pochodzić.

Była to, z uwagi na wspomnienia, nasuwające się refleksje oraz oczywiście ze względu na piękne widoki bardzo przyjemnie spędzona niedziela.