Rośliny naczyniowe

Dolina Pięciu Stawów zimą

Po dwóch wspaniałych wycieczkach w Pieniny i Beskid Sądecki, obfitujących w niewiarygodnie piękne zimowe widoki, mój apetyt na podziwianie zimowych krajobrazów wzrósł i zamarzyły mi się zimowe widoki Tatr. Chociaż Tatry mam przechodzone, jak to się mówi, wzdłuż i wszerz, to zimą byłam tam tylko raz. Była to wycieczka do Doliny Gąsienicowej i nad Czarny Staw. Pogoda była wtedy wspaniała, i mimo, iż to było trzy lata temu, to ciągle mam przed oczyma widok oświetlonego słońcem, ośnieżonego szczytu Kościelca rysującego się majestatycznie na tle błękitnego nieba, oraz wiele innych wspaniałych widoków.

Tym razem zamarzyła mi się Dolina Pięciu Stawów. Była okazja, bo pogoda zapowiadała się piękna na kilka dni – bezchmurne niebo, ciepło i bezwietrznie. To warunki pogodowe, które należało bezwzględnie wykorzystać.
 
Wybrałyśmy się więc z przyjaciółką we dwie, trochę z obawą, czy damy radę tam dojść (niepokoiło nas trochę to strome podejście czarnym szlakiem), ale ponieważ zimą szlak dla bezpieczeństwa jest tam poprowadzony inaczej,  to postanowiłyśmy zaryzykować.

Dolina Roztoki wyglądała malowniczo i bajkowo – głębokość tej doliny, przez co rzadko zagląda tu słońce, spowodowała, że śnieg, którego gdzie indziej już nie było na drzewach, tu otulał każdą gałązkę grubą pokrywą, tworząc jedyną w swoim rodzaju atmosferę.

Byłyśmy przygotowane na to, że szlak będzie przetarty i da się spokojnie iść, ale droga odgarnięta pługiem na całej długości aż do wyciągu nas zaskoczyła – latem nigdy nie szło mi się tą trasą tak wygodnie. Równo, miękko, żadnych skał, kamieni, czy wystających korzeni drzew.
Podejście do góry także nie było przesadnie trudne, chociaż muszę przyznać, że po raz pierwszy w życiu wchodziłam po tak stromym stoku zimą. Szlak był jednak przetarty, więc wykorzystując ślady pozostawione przez innych, można było bezpiecznie wdrapać się na górę.

Nagrodą za wysiłek były niesamowite widoki na Orlą Perć, Dolinę Pięciu Stawów i otaczające ją pozostałe szczyty. Zupełnie inne, niż te zapamiętane z letnich wycieczek. Pod śniegiem znikła cała kosodrzewina i razem z zamarzniętymi stawami dolina zamieniła się w jedną, wielką, białą równinę, ograniczoną ośnieżonymi szczytami, wyglądającymi zimą także zupełnie inaczej. Majestatyczne szczyty, nieskalana biel śniegu lśniąca w silnym słońcu w połączeniu z szafirowym niebem stworzyły niesamowite wręcz widoki. Moje amatorskie zdjęcia nie są w stanie oddać tego piękna.