Rośliny naczyniowe

Przez Zaczerczyk na Eliaszówkę

Po wycieczce w ubiegłym tygodniu na Trzy Korony byłam prawie pewna, że to były najpiękniejsze zimowe widoki, jakie widziałam tej zimy. Jednak się myliłam. Ponieważ prognozy pogody przewidywały na ten weekend piękną, słoneczną sobotę, a brzydką, wietrzną niedzielę, postanowiłam wybrać się na wycieczkę właśnie w sobotę, zwłaszcza, że bardzo pasowało mi to ze względów rodzinnych. Ponieważ, nie miał kto ze mną pojechać, musiałam wybrać dobrze mi znaną trasę. Wybór padł na Zaczerczyk, bo byłam już tam trzykrotnie i bardzo mi się podobało.

Niestety, moja „rewelacyjna” orientacja w terenie pozwoliła mi się zgubić już na samym początku trasy. Spotkany po drodze tubylec utrzymywał, że bardzo dobrze idę i wyjaśnił, jak dalej iść. Wydeptana ścieżka urwała się jednak przy grupie domów. Dobrze, że na podwórku była sympatyczna gospodyni. Spytana o drogę i o rady jej poprzednika, stwierdziła, że dobrze mu radzić, skoro zna tu każdy kamień - rzeczywiście można tędy dojść, ale będę musiała iść pod górę w śniegu po kolana spory kawałek, bo nikt tamtędy jeszcze nie szedł po ostatnich opadach śniegu. Zlitowała się jednak nade mną, zaprowadziła za chałupę i pokazała ślady po przejeździe konnych sań. Miałam iść po nich do góry, aż dojdę do odśnieżonej drogi biegnącej szczytem. Podejście było mocno strome, gramoliłam się więc z trudem, zastanawiając cały czas, jak biednemu koniowi udało się tu wciągnąć sanie.

Nie żałowałam jednak wcale, że się zgubiłam, bo wtedy szłabym do Zaczerczyka monotonną drogą w cieniu przez las, a tak od samego początku trasy miałam piękne widoki i wspaniałe słońce. Im wyżej, tym było piękniej. Byłam tak zachwycona otaczającym mnie pięknem, że nie zauważyłam nawet, kiedy znalazłam się pod wieżą widokową na Eliaszówce. Widoki z wieży były wspaniałe. Na cały Beskid Sądecki i na Tatry. A las w dole wyglądał wręcz bajkowo. Była to kolejną wycieczka z tych, które z uwagi na piękno przyrody na długo zapisują się w pamięci.